niedziela, 20 grudnia 2015

Trzy, dwa, cisza.

03.26
Mam wrażenie, że stoi za mną anioł. A za mną jest ukryta półka ze słodyczami. Roztrzęsiona napisałam: „pułka”, brudnymi od sady papierosów rękami. Ni to proza, ni to wiersz – a ja staram się wykrzesać z siebie ostatnie ognisko właśnie tego papierosa. Spoczęło na parapecie. Zła-ja. Paliłam. Niszczę się – nie palę przecież. Ale, w tym oknie, miałam wrażenie… obecność za plecami. Anioł… wzruszył ramionami. Bożuje, bo Boga szukam, czy jest po mojej stronie, przy mnie… jest. Czuje. Wiara nakazuje. Ale jest. Czy on też… ramionami wzrusza? Nic do roboty, dzieci [aniołowie], tu byliśmy wczoraj, nic do pracy nie ma. Kilka puszek, kilka łez, byliśmy tu przedwczoraj. Jest… jest? Tak, pomruki skrzydeł wypalonych. Zdezorientowani, zagubieni, ale są.
03.32
Ciesz(my) się, przyjaciół mam. Zrezygnowani. Zawróćcie, zawrócicie? Moja przyjaciółka trzyma was. Pod skrzydłami. A ja. Ja mam półkę ze skarpetkami.
03.34
Proszę.
03.35